Wraz z tym, im więcej dni chodzę po tym świecie, tym coraz ciężej mi się zebrać, żeby usiąść do przebierania i edycji zdjęć, bo mam wrażenie, że z każdym dniem przybywa codziennych obowiązków. Zauważyłem też, że wraz z wiekiem wprost proporcjonalnie rośnie liczba miejsc, które odwiedzam, co skutkuje piętrzeniem się zdjęć czekających w kolejce, aż do nich siądę. To poniekąd fajne, bo w efekcie, kiedy już się nimi zajmuję, od razu mają one jakąś wartość sentymentalną, a co za tym idzie – wartość dodaną..
Tym razem jednak coś całkiem nowego – z ostatniej wyprawy do Irlandii. Zapraszam do cieszenia oczu zielenią!



























































